sobota, 13 marca 2010
Laos Black and White
Laos, Si Pha Don, styczeń 2010. Dziecko, nosidełka, kapelusz z palmowych liści. Droga do wodospadów na jednej z Czterech Tysięcy Wysp tej części Mekongu.
środa, 10 marca 2010
Dziewczynka
Laos, w drodze do Luang Prabang, styczeń 2010. Dziewczynka spotkana na statku. Patrzyła na Mekong. Uchwyciłem moment zaciekawienia.
Przełomy Mekongu
Laos, w drodze do Luang Prabang, styczeń 2010. Piękno staje się tak piękne, że robi się aż banalne.
Pozostaje smak grapefruita w ustach. Długi oddech. Wyjście na taras, gdzie niedopałki tlą się w popielniczkach. Każdy dzień ma tysiące magicznych momentów. Każdy z nich unikalny, trudny do uchwycenia. Kiedy ze zmęczenia o mało nie przewracam się w newsroomie, czuję że przeżyłem kolejny dzień, że zasłużyłem na miskę strawy, a nawet zjadłem już ją niejako a konto, wiedząc, że zapracuję.
W tym ujebaniu się po pachy (przepraszam za słowo, ale lepszej ekspresji nie znajduję) niczym w alkoholowym zamroczeniu marzę o powrocie do dalekich krajów. Do miejsc migotających pomarańczową szatą mnichów buddyjskich. Do przełomów Mekongu z pięknem zwalającym z nóg. Do beerlao sączonego z zielonkawej butelki z widokiem na słonia zjadającego kiście bananów.
Życie wciąż mnie jeszcze zaskakuje. Mimo 44 lat pędzi mnie ciekawość, zmęczenie usypia.
Pozostaje smak grapefruita w ustach. Długi oddech. Wyjście na taras, gdzie niedopałki tlą się w popielniczkach. Każdy dzień ma tysiące magicznych momentów. Każdy z nich unikalny, trudny do uchwycenia. Kiedy ze zmęczenia o mało nie przewracam się w newsroomie, czuję że przeżyłem kolejny dzień, że zasłużyłem na miskę strawy, a nawet zjadłem już ją niejako a konto, wiedząc, że zapracuję.
W tym ujebaniu się po pachy (przepraszam za słowo, ale lepszej ekspresji nie znajduję) niczym w alkoholowym zamroczeniu marzę o powrocie do dalekich krajów. Do miejsc migotających pomarańczową szatą mnichów buddyjskich. Do przełomów Mekongu z pięknem zwalającym z nóg. Do beerlao sączonego z zielonkawej butelki z widokiem na słonia zjadającego kiście bananów.
Życie wciąż mnie jeszcze zaskakuje. Mimo 44 lat pędzi mnie ciekawość, zmęczenie usypia.
wtorek, 9 marca 2010
Targ w Can Tho V
Wietnam, Can Tho, styczeń 2010. Warzywa i kapelusze. Kobiety podwiązują go wstążką, która podczas jazdy motorkiem służy jako maseczka.
Targ w Can Tho II
Wietnam, Can Tho, styczeń 2010. Miejsce spotkań, zakupów, ploteczek. Ludzie krzątają się tam od świtu.
Targ w Can Tho
Wietnam, Can Tho, styczeń 2010. Na porannym targu w wiosce pod Can Tho można kupić świeże owoce, ryby i wypatroszonego szczura. Na ruszt.
Mała Khmerka
poniedziałek, 8 marca 2010
Jambiani - życie codzienne
Zanzibar, Jambiani, lipiec 2007. Kobiety i dzieci zbierają trawę morską, z której potem powstają m.in. nasze luksusowe kosmetyki.
Plaża w Jambiani
Zanzibar, Jambiani, lipiec 2007. Na plaży toczy się codzienne życie: zbieranie skorupiaków, trawy morskiej oddawanej do skupu, rzeczy wyrzuconych przez ocean.
sobota, 6 marca 2010
Stupy
Tajlandia, Mae Hong Son, styczeń 2010. Przy granicy z Birmą stupy w świątyniach są białe i nie ociekają już złotem Bangkoku.
Wiejski nauczyciel z Sumatry
Indonezja, Sumatra, Banda Aceh, grudzień 2005. W wiosce, do której dotarliśmy z konwojem ONZ była szkoła. Wiejscy nauczyciele czuli się zaszczyceni, że zechcieliśmy zrobić im portrety.
Uśmiech z Banda Aceh
Indonezja, Sumatra, Banda Aceh, grudzień 2005. Dzieciaki w Azji prawie zawsze się śmieją. A ich uśmiech jest niesamowity.
Głowa Tancerki z Siem Reap
Siem Reap, Kambodża, styczeń 2010. Głowy jak katedry, strzeliste, pełne, ociekające złotem. Khmerski chic.
Maly Budda
Angkor Wat, Kambodża, styczeń 2010. Ten mały mniszek wyłonił się nagle z kolumnady Angkoru, wzbudzając powszechne poruszenie. Wszyscy obecni chwycili za aparaty a on zachowywał się tak jak Naomi Campbell na wybiegu Pret a Porter.
Buddzie w ofierze z Lotosem
Tajlandia, Bangkok, grudzień 2009. W świątyni tłoczno. Wszyscy z kadzidełkami i kwiatami lotosu. Budda powinien być zadowolony.
piątek, 5 marca 2010
Cztery Tysiące Wysp Black and White
Laos, południowy bieg Mekongu, rozlewisko Czeterech Tysięcy Wysp, styczeń 2010. Miejsce gdzie krajobrazy sa bardziej wymyślne niż te widziane we snach.
Pływający targ w Can Tho
Wietnam, Can Tho, styczeń 2009. Jeden z najpiękniejszych w Wietnamie, dziwaczny i schizofreniczny z lekka targ na wodzie. Owoce, warzywa, mięso, kapelusze, jedzenie na ciepło i zimno. Wszytsko.
Życie w Can Tho
środa, 24 lutego 2010
Lenin wiecznie żywy - w Indiach
Kerala, jedno z miasteczek w drodze do Koczin, luty 2008. W rządzonej przez komunistów Kerali roi się od czerwonych flag, sierpów i młotów i plakatów z podobizną Lenina, Marksa i Engelsa.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Archiwum bloga
-
►
2017
(111)
- ► października (9)
-
►
2016
(136)
- ► października (10)
-
►
2012
(499)
- ► października (16)
-
►
2011
(890)
- ► października (90)
- ► 2009 (266)
O mnie
- Jacek Pawlicki
- Journalist, travel photographer, foreign desk editor at Newsweek Polska. The images presented in this blog's gallery are copyrighted and can't be used without a license, this is valid for all usages including non profit.

